piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 3


Kilka słów wyjaśnienia. Po pierwsze w moim opowiadaniu Fred i George są w Hogwarcie na rozkaz pani Weasley. Zażądała żeby skończyli Hogwart i zdali Owutemy. Po drugie ten rozdział jest taki przejściowy i według mnie wyszedł nie za bardzo. Po trzecie komentujcie i krytykujcie. Naprawdę piszcie mi wszystkie swoje uwagi a ja postaram się poprawić. Po czwarte po prawej stronie znajdują się ankiety dotyczące bloga. Zapraszam do głosowania. Wyniki mogą zaważyć o dalszej fabule opowiadania.

 Siedzieli razem w opustoszałym pokoju wspólnym na ich ulubionych miejscach przy kominku. Przed chwilą wyniosła się z niego ostatnia osoba w postaci Lee Jordana.  
- Wciąż nie mogę uwierzyć że Syriusz żyje. –żalił się Harry ale miał uśmiech na twarzy.
- No to lepiej uwierz. –powiedział również podekscytowany Ron.
- Ja na Twoim miejscu bym się tak nie cieszyła Harry. Przecież jeszcze trzeba Go stamtąd wyciągnąć.-Powiedziała jak zawsze racjonalnie Hermiona.
- Ale przecież żyje a to jest najważniejsze. –upierał się Harry.
- Wiem ale nie słyszałeś co mówił Dumbledore? Harry będziesz musiał przejść jakieś zadanie. Bardzo trudne. To nie będzie wyprowadzenie na spacer sklątki to będzie coś o wiele trudniejszego. Nie zdziwiłabym się gdyby to były zadania z którymi poradzić sobie może jedynie wybitny czarodziej. – Powiedziała śmiertelnie poważna Hermiona.
- No ona ma rację Harry. – Uciął Ron. W tym momencie przez otwarte okno wleciał Faweks.
- Czy to nie Feniks Dumbledore’a? –zapytał Ron.
-Tak, co tam masz Faweks? –Zapytał Okularnik. Wyciągnął z dzioba ptaka zwinięty ciasno rulonik pergaminu a ptak odleciał.
-To od Dumbledore’a  poinformował przyjaciół i przeczytał na głos :

          Harry, Ronie i Hermiono!
Tonks ma nocną zmianę więc skończy pracę o 6:00. Do godziny 9:00 Nimfadora jednak będzie wykonywała zadanie dla Zakonu więc będziemy o tejże godzinie w Kwaterze Głównej. Nie musicie wcześniej wstawać. Po prostu idźcie normalnie na lekcję a potem zwolni Was prof. McGonagall i z nią się tam dostaniecie. Przekażcie wszystko czego się dzisiaj dowiedzieliście Waszym przyjaciołom Fredowi, Georgowi i Ginny. Oni też zostaną zwolnieni i przybędą z nami do Kwatery Głównej. Proszę Was o ostrożność. Nikt niepowołany nie może się o tym dowiedzieć.  Dobranoc.

                                                                                                  Albus Dumbledore

- No to musimy ich obudzić. Ja pójdę po Ginny a wy po bliźniaków. –zakomenderowała Hermiona.
- Dobra.  - Przytaknął jej Ron
                                                                                             
Po jakichś dziesięciu minutach marudzenia chłopaków że „nie można tak ludzi wyrywać z łóżka o północy w końcu cała 5 była w Pokoju Wspólnym.
- Słuchajcie! Mamy Wam coś bardzo ważnego do powiedzenia. – Zaczął Harry.
- Dumbledore zawołał nas dzisiaj do swojego gabinetu …  - Harry opowiedział im wszystko co Dyrektor im przekazał a potem już wszyscy zastanawiali się nad szczegółami.
- Dziwne że Dumbledore dopiero teraz na to wpadł. Przecież Syriusz siedzi tak już od tygodnia! –wyszeptała z nieukrywana złością Ginny na co Hermiona odpowiedziała również szeptem.
- Ja mu się tam nie dziwię to naprawdę wielka magia ale jednocześnie tak stara że wielu jej nie zna. Prawdę mówiąc to naprawdę dobrze że w ogóle o niej pomyślał. Zazwyczaj taka osoba która wpadnie za łuk już nie wraca. Nie znam szczegółów ale podobno przechodzi tam straszliwe męczarnie a po jakimś czasie umiera. Tak jak mówił Dumbledore z pod tego łuki można się wydostać tylko wtedy gdy zostało się ugodzonym silnym zaklęciem po którym się umiera. To chyba nie musi być avada ale na pewno jakieś zaklęcie czarno magiczne.
- No dobra ale jak oni mogą z tamtąd wyprowadzić Syriusza? – zapytał Fred.
- Nie wiem ale Dumbledore mówił że muszą przejść jakieś bardzo trudne zadanie. –odpowiedziała
- Ale to może być wszystko.  – zauważyła Ginny.
- No tak ale raczej to nie będzie jakiś pojedynek czy coś. Myślę że to będzie jakaś próba charakteru lub coś w tym stylu. – odparła Hermiona.
- Co masz dokładnie na myśli Hermiono? –zapytał Harry.
- Nie wiem ale na pewno różdżki nie będą kluczowym elementem choć na pewno będą ważne. To musi być coś jakiego czego Harry'emu trudno będzie się oprzeć. To może być coś w rodzaju zwodnika o ile rozumiecie o co mi chodzi. –wytłumaczyła
-Ta chyba tak – odparł bez przekonania Ron
- No dobra i tak nie zrozumiesz Ron. Chodźmy spać. – powiedział George
-Racja. – przyznał Harry
- Dobranoc. –powiedzieli chórem i udali się do swoich dormitoriów.

                                                                         ***

Harry nie mógł spać, myślał co robi Syriusz i czy w ogóle jeszcze żyje a jeśli tak to czy uda się go uratować. Myślał o tym co mówiła Hermiona. Szczerze mówiąc tak jak Ron nie rozumiał dokładnie o co jej chodziło. Rozmyślał tak długo aż zasnął.

Kolejny rozdział powinien się za niedługo pojawić.

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 2

- Moglibyście mi opowiedzieć wszystko od początku? –zapytał Dumbledore. 
-Tak panie profesorze.-rzekł dziarsko Harry . Streścili mu szybko całe ich przedsięwzięcie.  Uśmiechy nie schodziły im z twarzy a gdy dyrektor powiedział że są po prostu wybitnymi uczniami. Ron tak się rozchichotał jakby ktoś rzucił na niego zaklęcie rozweselające. 
- My z Harrym wybitni!!! HAHAHA wystarczy popatrzeć na nasze oceny z eliksirów i historii magii. Co innego Hermiona nawet gdyby Snape chciał, to nigdy się nie może do niczego przyczepić. 
- Panie Weasley ja mówię że jesteście wybitni ale z Obrony Przed Czarną Magią, i z łamania zasad szkolnych.- w tym miejscu i on się roześmiał. 
- Myślę że zakres waszych zdolności obejmuje też lekcje zaklęć, bo Harry opanował dużo materiału naprzód przed Turniejem Trójmagicznym oczywiście z waszą pomocą. Ale skończmy już temat GD i przejdźmy do najważniejszej sprawy dla której Was wezwałem. – powiedział to powoli Dumbledore a mina mu spoważniała. 
- Na pewno pamiętacie co wydarzyło się w Departamencie Tajemnic. Muszę wam powiedzieć prawdę która Was jednocześnie ucieszy i zasmuci. Więc proszę posłuchajcie mnie teraz uważnie i dajcie mi wszystko wytłumaczyć. Syriusz żyje. -Przyjaciołom zajęło dobrą chwilę by zrozumieć sens tego zdania.
 -Co!!! –Wykrzyknął Harry gdy w końcu w końcu oprzytomniał. Ich spojrzenia całej trójki utkwiły w niebieskich oczach Dumbledore’a. 
-Tak. Pamiętacie jak Bellatrix Lenstrange rzuciła na niego zaklęcie „Avada Kadavra” ? 
-Tak . - odpowiedziała natychmiast Hermiona. 
- A potem wpadł za ten łuk. - dokończyła z dziwnym wyrazem twarzy.
- Myślę że już wiesz o co chodzi prawda Hermiono? –zapytał Dyrektor. 
- Tak, ale czy to możliwe? – odpowiedziała bardzo dziwnym głosem Hermiona, takiego tonu jej głosu Harry nie znał. 
- To prastara magia pochodząca wiele milionów lat sprzed Merlina. – powiedziała dziewczyna tym samym głosem. 
- To jest prawda Hermiono a ta magia nadal działa. - odpowiedział dyrektor.
- Garbate gargulce czy ktoś mi wyjaśni o co chodzi. Syriusz żyje? Jaka prastara magia? - zapytał zdenerwowany Harry. 
- Właśnie - dodał Ron. Dumbledore westchnął i znowu zaczął mówić.
- Syriusz został ugodzony zaklęciem przed którym nie miał szansy się obronić i wpadł za ten łuk. Ten łuk był bardzo stary. Tak stary jak magia, która uratowała Syriusza. Polega ona na tym że jeśli ktoś będzie niewątpliwie w chwili śmierci i przejdzie przez ten łuk (a w przypadku Syriusza wpadnie) to przeżyje lecz wydostać się z tego łuku sam nie może.  Uratować go mogą jedynie takie osoby za które Syriusz bez wahania oddałby życie.  Myślę że żyją tylko trzy takie osoby, które mogą to zrobić. Jedną z nich jesteś Ty, Harry. - wytłumaczył podnieconym chłopcom Dumbledore. 
- Oczywiście za Was pewnie też by się poświęcił ale to musi być wyjątkowo mocna więź.- tu zwrócił się do Rona i Hermiony 
- A kto jest tymi dwoma osobami? –zapytał Ron. 
- Och Ron przecież to oczywiste. - żachnęła się Hermiona. Jedną z nich jest Remus Lupin a drugą .....................................Tonks - druga osobę powiedziała po chwili namysłu. 
- Mam rację profesorze? - zapytała ale jej głos nie był przemądrzały jak wtedy gdy zgłaszała się na lekcji. Jej głos był zafascynowany albo jeszcze jakiś inny ale Harry nie umiał tego określić. -Masz rację Hermiono. A dodatkowo mogą go uratować tylko w jeden sposób. Muszą przejść przez ten łuk trzymając się za ręce, a gdy przejdą wyczarować każdy swojego patronusa, który oświetli im drogę. Bardzo ważne jest by patronus został wyczarowany poprzez wspomnienie o Syriuszu. - kolejne zdania wypowiedział patrząc na Harry'ego. 
-Następnie musicie przejść przez jakieś bardzo trudne zadanie. Nikt nie wie jakie. Jeśli je przejdziecie możecie uwolnić Syriusza i przejść dalej lecz jeśli tego nie zrobicie zostaniecie uwięzieni na zawsze za kamiennym łukiem.
-Wyjaśnił bardzo dokładnie i cierpliwie mężczyzna.
- Harry czy chcesz to zrobić? 
-Tak. - powiedział natychmiast Harry. 
- To musi być twoja niezależna decyzja. - ostrzegł. 
- CHCĘ. –powiedział wyraźnie wybraniec.  
- Jeśli to może ocalić Syriusza to zrobię to. 
- Ron spojrzał na niego z podziwem a potem zapytał Dumbledore’a. - Kiedy mają to zrobić? 
- Jest tylko jedna data na rok a mianowicie podczas całkowitego zaćmienia księżyca. Dla nas jest to przychylna data bo Remus się nie przemieni chociaż normalnie o tej porze byłaby pełnia. - powiedział spokojnie Dumbledore choć jego oczy zdradzały niepokój. - Kiedy będzie to zaćmienie? - zapytał Harry źle udając obojętność. - 15 maja -powiedziała Hermiona a Harry i Ron spojrzeli na nią zdziwieni. 
- No co, ja już odrobiłam zadanie z astronomii a jak nie zauważyliście trzeba było obliczyć na kiedy wypada zaćmienie księżyca.
- Hermiono a o której godzinie się zacznie? - Zapytał Dumbledore. 
- O 20:37 ale jeszcze raz to sprawdzę na wszelki wypadek. - odpowiedziała Hermiona. 
- Dzisiaj jest 9 maj. - stwierdził ponuro Harry.
- A więc mamy 6 dni. 
- W sumie to już 5. -Odezwał się Ron. 
- Przecież ten dzień już się kończy. 
-Zakon jeszcze nic nie wie. Jutro zwolnię was troje z lekcji i pojedziemy do Londynu. Zwołam nadzwyczajne zebranie Zakonu Feniksa. Niestety dużo myślałem o Syriuszu lecz dopiero dzisiaj rano mnie olśniło. - powiedział z ironią Dumbledore. 
- Mam nadzieję że przez moją nieuwagę nie stracimy tej szansy. Koniecznie musimy się dostosować to takiej pory by Tonks nie była w pracy. Dobrze idźcie już i wyśpijcie się. Bądźcie gotowi by wyruszyć już o siódmej rano. Nie wiem kiedy Tonks zaczyna jutro pracę. –powiedział nieco zgnębionym głosem dyrektor. 
- Dobranoc Profesorze Dumbledore. - Powiedzieli zgodnie przyjaciele, wyszli i skierowali się w stronę wierzy Gryffindoru.












niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 1


                              Hej! Mam nadzieję że nie jest tak źle :D Komentujcie i krytykujcie ;) 
                                          
Było ciepłe majowe popołudnie. Idealna pora na odpoczynek po zajęciach.Większość uczniów uciekła na błonia, by tam rozkoszować się promieniami słońca, delikatnie tańczącego na twarzach. Dwoje młodych czarodziejów skrywało się jednak w murach Hogwartu. Ciszę korytarza przerwały nierównomierne odgłosy biegnięcia. Mały chłopiec biegł ku dwójce starszych uczniów, nie zważając na to, iż ma rozwiązane sznurowadła.
-Harry! Hermiona!  -Harry odwrócił się i zobaczył Colina podbiegnącego do niego.
-Dumbledore powiedział, że masz przyjść z Ronem i Hermioną do niego po lekcjach. – wydyszał chłopak zmęczony biegiem w poszukiwaniu Harry’ego.
-Dobra, a nie wiesz czego chce? -zapytał zdziwiony Harry.
-Nie mam pojęcia. Kazał powiedzieć, że na pewno Cię ta rozmowa zainteresuje i że to bardzo ważne. Sorki, ale muszę lecieć na Obronę. -te dwa ostatnie zdania wypowiedział bardzo szybko i już chciał odejść, gdy odezwała się Hermiona.
-Colin, ale nie ma obrony. Przecież Umbridge porwały centaury i już nie uczy. –zauważyła.
-No faktycznie, w takim razie mam godzinę przerwy.-wysapał Colin.
- Kurde, ale my mamy Eliksiry! –przypomniał Harry.
-Cześć Colin!-krzyknęli już od niego odwróceni i pobiegli w stronę Lochów. Zdążyli w ostatniej chwili, Snape jeszcze nie wszedł do klasy.                                                                      
 -No no, Granger i Potter spóźniliście się. -usłyszeli znienawidzony głos.
- Minus 10 punktów dla Gryffindoru. A teraz siadać mi w ławkach, natychmiast. 
-Wredny, stary nietoperz. Przecież jeszcze nie był w klasie.-złościła się Hermiona gdy zajęli już miejsce obok Rona.
- Nie przejmuj się nim, to czubek-stwierdził z odrazą Ron. Rozpakowali się i opowiedzieli cichaczem Ronowi o dyrektorze.
- Ciekawe czego od nas chce. To, że wezwał Harry’ego to jeszcze można zrozumieć, ale po co nas?
Po eliksirach poszli zaciekawieni w kierunku gabinetu Dumbledore’a. Po drodze jak zawsze zaczepił ich Malfoy, który znowu rzucił gadkę, że Wesleyowie są biedni, bo maja za dużo dzieci, niż ich na to stać. Harry pomyślał, że Lucjusza Malfoya stać na znaczne powiększenie populacji czarodziejów ale doszedł do wniosku, że to lepiej, iż po Hogwarcie nie lata więcej takich blond przyjemniaczków. W sumie to nawet powinien za to panu Malfoyowi podziękować. Gdy dotarli do Kamiennej Chimery uświadomili sobie, że nie znają hasła. Przez dłuższy czas próbowali różnych haseł ale żadne nie zadziałało. Dopiero po kolejnych dziesięciu minutach wymyślania najbardziej wymyślnych przysmaków, Ron wpadł na zwyczajny ''Sok dyniowy’’, a Chimera odskoczyła na bok. Weszli na schody, które zaczęły kręcić się w górę. Gdy dotarły już na miejsce, ich oczom ukazały się drzwi. Zapukali w nie, a po cichym ‘’proszę’’ weszli. Harry  nie po raz pierwszy widział ten gabinet. Był okrągły, na jego ścianach zawieszone były obrazy poprzednich dyrektorów Hogwartu. Na wielu półkach i szafkach stały dziwne przedmioty, a na skraju biurka położona była myślodsiewna. Za biurkiem siedział Albus Dumbledore.
- Dobry wieczór, Dyrektorze! – powiedziała Hermiona. Do Harry’ego dopiero wtedy dotarło że musi być już dosyć późno.
-Witajcie. Usiądźcie sobie. - I w tym momencie obok kominka pojawiła się kanapa pokryta perkalem, fotel do zestawu oraz mały stoliczek. Dumbledore usiadł na fotelu, więc im nie zostało nic innego, jak rozsiąść się na kanapie.
-Pewnie jesteście zdziwieni, że Was tu zaprosiłem. Musimy sobie kilka rzeczy powiedzieć. No więc po pierwsze muszę wam podziękować.   
-Za co ?–zapytał zdziwiony Harry, rzucając pytające spojrzenie dyrektorowi.
-Za to, że zorganizowaliście Gwardię Dumbledore’a. Wiedziałem, że nie będziecie stać bezczynnie ale myślałem, że pomożecie panom Fredowi i Georgowi w wycinaniu kawałów. Ewentualnie pokierujecie Irytka na panią Umbridge. To przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. - powiedział wesoło Dumbledore.
-Właśnie, Panie Profesorze my bardzo przepraszamy za tę nazwę, przez to musiał Pan uciec z Hogwartu. -powiedziała smutna Hermiona, a Harry i Ron jej przytaknęli. –My po prostu myśleliśmy, że to będzie nazwa, która da wydźwięk, dzięki niej mieliśmy chęci walczyć z Knotem. Bo w końcu on myślał, że Pan tworzy jakąś armię przeciwko ministerstwu.-Wytłumaczył Ron. -Wcale się o to na Was nie gniewam, a nawet jestem wdzięczny i dumny z moich uczniów. A powiedzcie mi kto był tak pomysłowy, żeby tę nazwę wymyślić? –zapytał z zainteresowaniem Dumbledore.
-Ginny, siostra Rona - odpowiedział Harry. 
-No tak, a powiedzcie mi czy ta lista, którą miała pani Umbridge jest kompletna ?
-Tak proszę pana - odpowiedziała Hermiona -Sama ją zrobiłam.
-W takim razie, każda osoba z listy dostanie medal za uczestniczenie w Gwardii Dumbledore’a i stawienie oporu złu. Zrobimy wam także trofeum w Izbie Pamięci.
-Panie Profesorze, ale koledzy nas wtedy znienawidzą!. - prawie krzyknął Harry.
-Przecież to jeszcze jedno trofeum do czyszczenia!!!.  
-My się sami znienawidzimy przy pierwszym, lepszym szlabanie!!! - dodał Ron z paniką w oczach.
-Nie martwcie się, rzucę na nie zaklęcie trwałej czystości - powiedziała ze łzami w oczach od śmiechu Hermiona.
-Mogę, prawda Panie Profesorze? - zapytała Hermiona z nieukrywaną nadzieją.
-Jasne. - rzekł przez śmiech Dumbledore.
- A to takie zaklęcie w ogóle istnieje? - Ron podrapał się po głowie i opadł wygodnie na kanapę.
Drugą część rozmowy z Dumbledore'm w kolejnym rozdziale.