Harry wstał rano niewyspany. Przez tą część nocy, którą
przespał, śniło mu się, że widzi Syriusza z brodą Dumbledore’a, który potem
zamienił się w zwodnika z różdżką Hermiony w ręku i mającym fioletowe włosy
Tonks. Potem widział Lupina
mierzącego się na mózgi ze Stworkiem w pokoju na Grimaud Place 12. Następnie
widział Bellatrix celującą gumową kaczką w Ministra Magii. Wybraniec obudził
się oblany potem, gdy kaczka dotknęła głowy Rufusa Scrimgeura. Harry miewał bardzo dziwne sny, ale Hermiona powiedziała mu że
to jest całkiem normalne, choć na wszelki wypadek sprawdziła to w bibliotece. Harry wstał, wziął poranny prysznic i wyszedł
na śniadanie do Wielkiej Sali. Był sam bo Ron jeszcze spał. Chłopak miał niemiłe wrażenie, że ktoś go
obserwuje. No i jak się okazało był to Draco Malfoy. Oczywiście pośmiał się trochę, a potem Harry
zobaczył jak ku blondynowi mknie upiorogacek skierowany tam przez nikogo innego
jak Ginny Weasley, która uśmiechała się wesoło.
-Hej Ginny. Nieźle go załatwiłaś. –pochwalił przyjaciółkę
Potter.
-Taa myślę, że dzisiaj już da sobie spokój. – odpowiedziała
ruda.
-Idziesz na śniadanie?
-Tak, a jak tam z Tobą? No wiesz, co myślisz o tej sprawie z
Syriuszem, gdy już się z tym przespałeś?
-Wiesz co, sam nie wiem. Na pewno postaram się go uratować.
Co ja gadam, zrobię wszystko by znowu był z nami!
-Wiesz, nigdy nie rozumiałam skąd bierzesz tyle siły
na to, by pokonywać różne przeciwności losu.
-No mam przyjaciół i wiem że zawsze mogę na nich liczyć. To
pozwala mi naładować baterie. Ale od kiedy ty jesteś taka poważna Ginny?
-No wiesz jak temat jest poważny, to potrafię być poważna. Ale pewnie masz rację. Już nie gadajmy tyle tylko zjedzmy coś, bo kiszki mi
marsza grają.
-No i wróciła dawna Ginny. –skwitował Harry zabierając się
do jedzenia.
***
Po śniadaniu Harry
już z Ronem i Hermioną pomknął na dwugodzinne Eliksiry. Była to jego pierwsza
lekcja. Po niej miał mieć Transmutację, Zielarstwo, Opiekę nad Magicznymi
Stworzeniami i wieczorem Astronomię. Dotarli pod klasę w odpowiednim czasie. Za
plecami usłyszeli głośny śmiech Pansy Parkinson, która pokazywała coś Malfoy’owi, a ten z szyderczym uśmiechem podszedł do Harry’ego i wcisnął mu do ręki
gazetę i powiedział:
-Potter, w końcu twoja hałastra dostała się dzięki
tobie do gazety. Sami nie mogliby się znaleźć nawet w Żonglerze. No chyba
że Moody znowu zastawi na kogoś śmietniki.Cha,cha,cha.
-Masz coś do Żonglera?! –zapytał wściekły Ron.
-No cóż, widać że ty Wesley z Lovegood jesteście siebie
warci, ale Potter jak widać jest jeszcze głupszy skoro się z wami kumpluje. –i
odszedł z powrotem do bandy ślizgonów. Snape otworzył drzwi do klasy a
przyjaciele usiedli jak zawsze w ostatniej ławce i ukradkiem rozłożyli gazetę.
Harry Potter - Wybraniec czy
przestępca?
Harry
Potter, powszechnie nazywany Wybrańcem może być groźny dla otoczenia. Sam nie
ukrywa że zadaje się z podejrzanymi czarodziejami spod ciemnej gwiazdy.
Nasza
reporterka Rita Skeeter dowiedziała się z pewnego źródła że chłopak dobrze zna
się z wilkołakiem Remusem Lupinem, który uczył w Hogwarcie lekcji Obrony Przed
Ciemnymi Mocami. Okularnik przyjaźni się też z półolbrzymem Rubeusem Hagridem,
który jest Gajowym w Hogwarcie. No ale kto mógł tak niebezpieczne stworzenia
zatrudnić w Hogwarcie? Nie kto inny jak sam dyrektor tejże placówki, Albus
Dumbledore, którego Potter jest ulubieńcem. Choć niektórzy uważają go za wielkiego
czarodzieja mającego zdolności by pokonać Czarnego Pana to większość
społeczeństwa czarodziejów wie że jest starym głupcem, który nie wiadomo w jaki
sposób objął swoje stanowisko (osobny artykuł na str.13). Do najbliższych
przyjaciół Pottera należą syn i córka Artura Weasley’a –fana mugoli.(osobny
artykuł na str.16), Hermiona Granger- mugolska dziewczyna, której przemądrzałość
równa się z tą Dumbledore’a oraz Neville Longbottom którego rodzice postradali
zmysły. Warto wspomnieć też że w tym roku młody Potter zaprzyjaźnił się też z
Luną Lovegood, córką zwariowanego Ksenofiliusa Lovegood’a – wydawcy
bałwańskiego pisma „Żongler”. Najwyraźniej biedna dziewczyna odziedziczyła po
nim cechy pomyleńca, w końcu nazywają ją Pomyluną. Harry Potter był kilka razy
widziany w towarzystwie Szalonookiego Moody’ego i Nimfadory Tonks – aurorów z
których obydwoje maja nie równo pod sufitem. Moody wszędzie widzi przestępców i
na pewno można go też nazwać zboczeńcem, bo jego magiczne oko widzi przez ubrania.
Z kolei Tonks co chwile zmienia kolor włosów na coraz bardziej absurdalne. Kolejnym
przemawiającym na niekorzyść Okularnika jest fakt że jego ojcem chrzestnym jest
znany morderca Syriusz Black. Już same geny chłopca źle o nim świadczą. Jego
matką była Lily Evans-Potter głupia i zarozumiała czarodziejka, mugolskiego
pochodzenia. Ojcem Harry’ego był nie kto inny niż James Potter. Czarujący lecz
cyniczny i wiecznie napuszony idiota. Można się założyć że jego IQ jest
mniejsze niż u gnoma ogrodowego, których nawiasem mówiąc Weasley’owie mają pod
dostatkiem.
Potter
wcale nie wstydzi się swojego towarzystwa. Większość czarodziejów na miejscu
Potter’a unikałaby publicznych rozmów z takimi ludźmi, gdyby miała tak
dziwnych przyjaciół. Wniosek nasuwa się sam. Z takim towarzystwem Potter może
stać się złodziejem lub co gorsza mordercą. Mamy nadzieję że do tego jednak nie
dojdzie lecz wpływy z otoczenia chłopca mogą okazać się silniejsze.
Autor: Rita Skeeter.
W Harry’m coś zawrzało. Poderwał się z miejsca jak oparzony nie
zdając sobie sprawy że cała klasa patrzy się teraz na niego.
-Coś się stało Potter? –zapytał chłodnym głosem Snape.
-Nie panie profesorze. –skłamał Harry i szybko usiadł na miejsce.
-A co tam macie na ławce? –zapytał z szyderczym uśmiechem i wyrwał
gazetę z rąk Hermiony, która próbowała ją ukradkiem schować do torby.
-O właśnie zarobiliście -15 punktów dla Gryffindoru. –powiedział
Snape z kpiącym uśmieszkiem.
-No to chyba sobie trochę poczytamy co Potter? –zapytał Snape i
już nabrał powietrza by przeczytać fragment Proroka Codziennego ale w tej
chwili rozległo się pukanie i drzwi klasy się otworzyły.
-Dzień dobry Severusie. Muszę porwać z lekcji Potter’a , Granger i
Weasley’a. Mam nadzieję że nie masz nic przeciwko a nawet jeśli to jest to
rozkaz dyrektora. –powiedział nie kto inny jak Minerva McGonagall. W jej głosie można było dosłyszeć nutę
wesołości.
-Oczywiście, tylko wróćcie szybko. – jego mina świadczyła o tym że
ma wiele przeciwko temu.
-Niestety, Severusie. Ta trójka ma zwolnienie z dzisiejszych
lekcji. Pakujcie się szybko.-powiedziała o dziwo wesołym głosem co u niej jest
prawie nie możliwe.
-A jaki jest powód tego zwolnienia? –zapytał Snape przez
zaciśnięte zęby.
-To nie jest już twoja sprawa Severusie. –odpowiedziała
McGonagall.
-Już jesteśmy spakowani Pani Profesor. –powiedział Harry,
ucieszony że Snape się nie może im zabrać kolejnych punktów.
-Chodźcie za mną. –zakomenderowała Profesorka i wyszli z klasy.
Gdy drzwi już były zamknięte i zmierzali do gabinety McGonagall Ron nagle
wybuchnął śmiechem.
-Widzieliście jego minę?! HAHAHA! Wredny nietoperz, nie zdążył już
nam kolejnych punktów odjąć.
-Panie Weasley, to że jestem dzisiaj w dobrym nastroju to nie
znaczy że nie zrobię tego za Snape’a. –powiedziała McGonagall.
-Pani Profesor czy Snape nie wie o Syriuszu? –zapytała Hermiona
żywo.
-Ależ nie. Profesor Dumbledore uważa że powinny wiedzieć tylko
niektóre osoby. –odpowiedziała nauczycielka.
-No jasne przecież on tak nienawidził Syriusza że mógłby coś „przez przypadek” napomknąć Bellatrix. –powiedział z odrazą Harry.
-Dumbledore nie powiedział tego wprost ale masz rację Potter.
–odpowiedziała McGonagall i otworzyła drzwi do jej gabinetu. Czekali już tam
Fred, George i Ginny.
-Jak się dostaniemy na miejsce? –zapytał George gdy drzwi już się
zamknęły.
-Użyjemy teleportacji łącznej.
Jest to nielegalne ale Minsterstwo śledzi sieć Fiuu a zmianę w dziale
deportacji ma dzisiaj członek zakonu. Zatuszuje naszą teleportację. Dyrektor
zaraz zniesie zaklęcia ochronne. –ostatnie zdanie wypowiedziała bardziej w
stronę Hermiony, która już otwierała usta by zapewne powiedzieć że z Hogwartu i
do Hogwartu nie można się deportować.
Wice Dyrektorka wyciągnęła zegarek i wypowiedziała w stronę tarczy „Albus
Dumbledore” a po chwili pojawiła się na niej twarz jej szefa.
-Już jesteście gotowi? – Zapytał Dumbledore.
-Tak Albusie. Severus nie był zadowolony że ich zabieram ale nie
robił problemów.
-To dobrze. Zdejmuję zaklęcia na dwie minuty. Pośpieszcie się.
–ledwo to powiedział a jego twarz znikła z tarczy zegarka, na której znów
widniało 12 wskazówek i planety.
-Szybko stańcie po obu moich stronach złapcie mnie za ręce.
- Ale Pani psorka ma tylko dwie ręce. –powiedział rozbawiony Ron
-Ron nie muszą być dłonie. Po prostu jakaś część ręki od ramienia po dłoń. Tak będzie
najwygodniej, nie sądzisz? Pani profesor byłoby niewygodnie gdybyś uczepił się
jej nogi. –Powiedział Harry, który już od pewnego czasu trzymał swoją dłoń na
ramieniu belferki.
-A, jasne. –powiedział Ron i złapał McGonagall za przedramię.
-Gotowi? – zapytała mentorka
-Tak – odpowiedzieli chórem Gryfoni a McGonagall obróciła się w
miejscu i już ich nie było.
***
Na Grimmauld Place byli już Tonks, Lupin, Andromeda i Ted
Tonks’owie, państwo Weasley’owie i Bill. Wszyscy siedzieli przy stole. Pani Weasley od razu wstała by uściskać
każdego z nowoprzybyłych. A potem zaprowadziła ich by zajęli miejsca przy stole
i zabrała się za robienie herbaty dla każdego. Po chwili odezwała się Tonks
- Czy ktoś wie po co Dumbledore nas wezwał? Skontaktował się ze mną wieczorem i
kazał przyjść.
-My wiemy –odezwali się naraz Fred i George, ale to Harry zaczął
tłumaczyć.
-Myślę że najlepiej będzie jak Dumbledore sam powie o co chodzi.
Obawiam się że nawet jakby to Hermiona mówiła to i tak nie zrozumiecie. Mogę
powiedzieć że mamy dobrą wiadomość ale jednocześnie złą. Dumbledore będzie miał sprawę przede
wszystkim do mnie, Remusa i Tonks.
-Ale wszystko wyjaśni Albus, zaraz powinien tu być. –wtrąciła się
McGonagall.
-Ale o co chodzi? –zapytał Remus.
-O coś co Cię bardzo ucieszy ale lepiej będzie jak Dumbledore
wszystko wytłumaczy. –odezwała się Hermiona z uśmiechem na twarzy.
-Widzę że powiedzieliście tak szczęśliwej wiadomości. –powiedział
Dyrektor, który właśnie zjawił się w drzwiach. Za nim stał Moody i Hagrid. Zza
Hagrida wystawał fragment szaty aururskiej więc można było przypuszczać że przyszedł też Kingsley.
-Proszę siadajcie –powiedziała pani Weasley. Gdy Hagrid jakoś
przepchnął się przez drzwi faktycznie ujrzeli Kingsley’a. Miał w ręku zwój pergaminu.
-Nadal mi nie wytłumaczyłeś po co miałem zwinąć tą mapę.
Powiedział do Moody’ego Kingsley.
-Będzie potrzebna. Daj ją tu. –odpowiedział Szalonooki patrząc
normalnym okiem na Shacklebolt’a.
Przepraszam że tak długo nie dodawałam next'a. Za to że tak długo czekaliście to next powinien się pojawić w ciągu kilku najbliższych dni. Przepraszam Was też za błędy gramatyczne ale nie wiem za bardzo kiedy dawać te apostrofy przy nazwiskach. Mam prośbę. Jeśli ktoś czyta to opowiadanie to niech skomentuje. Piszcie co się Wam nie podoba. Wytykajcie mi błędy. Przyjmę każdą krytykę i postaram się poprawić :D.
Magda.